Jak to się stało, że mieszkam w Kanadzie?

Dziś mam dla was wpis o który upominało się już wiele osób. W sumie nie ma się co dziwić, bo mnie też samą często ciekawi kto w jakich okolicznościach i dlaczego wyprowadził się ze swojego kraju i próbuje znaleźć swoje miejsce na obczyźnie. Ja osobiście zwlekałam z tym wpisem, bo po prostu uważam, że nie mam żadnej ciekawej historii do przedstawienia. Czasami jak czytam powody dlaczego ludzie się przenoszą czy ogólnie ich przygody z tym związane to sobie myślę – a co ja mam opowiedzieć? Wszystko jest dość przewidywalne, mało w tym mojego działania. Ale jak już widzę, że coraz więcej z was zadaje to pytanie w komentarzach czy w wiadomościach na facebooku to zamiast każdemu z osobna tłumaczyć wszystko od początku, wolę napisać to tutaj, aby każdy mógł przeczytać. Gdy jeszcze będziecie mieli jakieś pytania to oczywiście mogę również na nie odpowiedzieć.

Jak to wszystko się zaczęło?

Cofnę się dość daleko. Jak miałam może z 10-12 lat, mój tato wyjeżdżał do pracy do Niemiec – z tego co pamiętam mogło to być Monachium? Nie był to żaden długi pobyt, chyba ze trzy miesiące. Nie jestem pewna, ale te wyjazdy zdarzyły się może ze dwa razy? Maksymalnie trzy i nigdy na długi czas. Ale mój tato się nie poddawał – kupował wtedy gazetę “Praca i Nauka za Granicą” – nie jestem pewna czy ona wciąż jest wydawana, skoro teraz wszystkie ogłoszenia są w internecie. Pamiętam, że ogłoszenie na temat pracy w Kanadzie znalazłam mu ja, totalnie przez przypadek, ale nie pamiętam czy było to w tej gazecie. Tato wtedy wszystko wysyłał pocztą – swoje CV i listy motywacyjne, referencje – więc trochę zajęło zanim potencjalny pracodawca się z nim skontaktował. Było kilka telefonów z Kanady, z różnych miast, głównie w Ontario. Oczywiście nie każdy był sukcesem, niektóre telefony było po angielsku, a niektóre po polsku, a że mój tato był tzw. nogą z angielskiego to miał szanse głównie w Polskich firmach. I tak oto odezwała się piekarnia o nazwie “Krokus Bakery” z miasta London w Ontario.

Wakacje 2009

Wakacje 2009 oraz moje ostatnie praktyki w hotelu Qubus we Wrocławiu (Wrzesień 2009)

Raz do góry, raz ku dołowi

No i tak wyszło, że mój tato wyleciał do London w Ontario 10 lipca 2005 roku. Ja miałam wtedy hmmm 14 lat. Wszystko tak się poskładało na siebie, że dosłownie kilka tygodni przed wylotem mojego taty rozchorowała się jego mama, jedyna babcia którą znałam (rodzice mojej mamy jak i tato mego taty zmarli zanim ja się urodziłam). Sytuacja się zrobiła niezręczna, rodzice nie wiedzieli jak ją rozwiązać. Babcia musiała mieć nad sobą praktycznie całodobową opiekę, ale była na tyle “zdrowa”, że nie chcieli trzymać jej w szpitalu. No i ostatecznie wyszło tak, że mój tato jednak wyleciał, a babcia w tym czasie zamieszkała z nami (wcześniej mieszkaliśmy 30km od siebie). Moja mama została z dwójką dzieci (11 i 14 lat) oraz chorą teściową, naszym pieskiem i pieskiem teściowej. Także ja jako starsza siostra musiałam stać się jeszcze starsza i pomagać mamie. Pamiętam, że w 2 gimnazjum miałam bardzo niskie oceny i dużo opuszczonych dni w szkole. Kiedyś moja średnia nigdy nie spadała poniżej 4.0, a tamten czas to aż wstyd na świadectwie. No ale pomagałam wtedy mamie z rachunkami, zakupami, sprawami z babcią… ogólnie obowiązkami które trzeba było podzielić na kilka osób, bo moja mama nie siedziała w domu, ale chodziła do normalnej pracy.

No i czas jakoś tak mijał, raz było lżej a raz ciężej. Choroby babci niestety nie należały do najprzyjemniejszych – zaczęło się praktycznie od wrzodów, poprzez alzheimera aż do raka płuca. Także wyobraźcie sobie jedną dorosłą kobietę opiekującą się dwójką dzieci, teściową cierpiącą na choroby psychiczne oraz dwoma pieskami. Niestety z tamtych czasów brakuje mi przyjemnych wspomnień, ale wcale to nie dziwne, bo mało kto wspominałby dobrze czasy gdy babcia cię nie poznaje i wstaje rano aby ubrać się i wyjść do pracy będąc od 6-7 lat na emeryturze. Po roku pracy w Kanadzie tato przyleciał do nas w odwiedziny na miesiąc. Było to jakoś od połowy września do połowy października. Gdy moi rodzice pojechali do szpitala odwiedzić już bardzo schorowaną babcię to tato jej nie poznał, ponieważ była taka chuda i zmarnowana. Miesiąc wakacji taty mijał głównie na spędzaniu czasu z nami jak i odwiedzaniu babci w hospicjum. No i tak wyszło, że babcia zmarła 15 października 2006 roku, dosłownie 4 dni przed powrotem mojego taty do Kanady. Pogrzeb odbył się w przeddzień odlotu.

DSC02420

Przed wyjazdem zorganizowaliśmy pożegnalną imprezę, która nie mogła się skończyć inaczej

Od pracy do pracy, a my w końcu w Kanadzie

Jak zapewne pamiętacie w 2008 roku w Stanach był kryzys, który trochę też dotknął Kanadę. W tym czasie mój tato musiał zmienić pracodawcę, z London przeniósł się do Kitchener, ale tamto miejsce również nie było pewne na tyle, aby przyjechała do niego cała rodzina. W międzyczasie znalazł też pracę w Mississauga gdzie w sumie pracuje do tej pory. No i 14 października 2009 roku wylądowaliśmy na lotnisku w Toronto. Ja przerwałam wtedy trzeci rok technikum hotelarskiego, a mój brat ostatnią klasę gimnazjum. Ja miałam 18 lat, a brat 15. Jak już pisałam we wpisie na temat podwójnego obywatelstwa – dla mnie z jednej strony cały ten wyjazd był ekscytujący, bo odkrywałam coś nowego, ale z drugiej strony rozerwał mnie na pół i jedną cząstkę zostawił na Polskiej ziemi. W roku 2009 w Polsce spędziłam niesamowite wakacje, które będę pamiętać chyba do końca życia. Najtrudniej było mi właśnie pożegnać się z ludźmi na których tak mi zależało i którym obiecywałam, że “wrócę”. Pamiętam, że samolot z Wrocławia do Warszawy mieliśmy z samego rana. Wzięliśmy wtedy pierwszy poranny pociąg z mojego rodzinnego Brzegu Dolnego do Wrocka, zapakowani w 2 walizki każdy i dodatkowo skrzynkę z pieskiem. Musieliśmy wyglądać zabawnie. Godzinny lot z Wrocławia do Warszawy przespałam, po części ze zmęczenia po nieprzespanej nocy, a po części z nadmiaru emocji. Nie wiedziałam nawet kiedy wystartowaliśmy, obudziłam się dopiero podczas lądowania, gdy ludzie zaczęli klaskać.

DSC02511

Podczas pakowania piesek chyba coś wyczuwał i chciał się upewnić, że na pewno leci z nami ;)

W Warszawie mieliśmy dość długi czas na przesiadkę, nie wiem dlaczego, ale było wtedy duże zamieszanie na lotnisku, z tego co pamiętam jakiś remont? Lataliśmy z miejsca na miejsce, bo co chwilę coś zmieniali. Nasz piesek niestety było niewiele za ciężki i musiał lecieć w luku bagażowym na tabletkach uspokajających :( Na szczęście wszystko poszło sprawnie i pieskowi nie stała się żadna krzywda. W samolocie do Toronto siedzieliśmy na samym końcu, mieliśmy nawet 4 siedzenia na 3 osoby. Pamiętam, że zamieniałam się z bratem co jakiś czas na podwójne siedzenie, aby lepiej się wyspać. Jak teraz cofnę się wstecz to ten lot wydawał mi się trwać wiecznie! Niby tylko 8 godzin, ale trwało to wieki. Po wylądowaniu na lotnisku również nie było za ciekawie, bo wiza mojego taty kończyła się w lutym (a my przylecieliśmy w październiku). Tato miał już wysłane papiery na PR gdzie byliśmy uwzględnieni i my. Ale musieli dzwonić gdzieś tam, upewniać się, potwierdzać… Więc na lotnisku spędziliśmy dobre 2h zanim wypuścili nas z wizami – otwartą pracowniczą dla mamy i studenckimi dla mnie i dla brata. Bagaże już na nas czekały, ściągnięte dawno z pasa, piesek też. No i tak wyglądał mój przylot i powód przylotu do Kanady. Nic interesującego, nieprawda? :)

DSC02518

Nasz lot był opóźniony bo 14 października 2009 spadł pierwszy śnieg w sezonie! Totalny paraliż na lotnisku. A na zdjęciu po prawej w skrzyneczce siedzi i marznie nasz piesek

A takie były początki

Na początku ludzie zawsze są oczarowani czymś innym – a bo ludzie uprzejmi, a bo miasto czyste, a bo to i tamto… Oczarowana byłam i ja. Podobało mi się jezioro Ontario, podobało mi się to, że autobusy jeżdżą w takim prostym systemie! Podobało mi się to, że gdy wsiadaliśmy do autobusu to kierowca mówił nam “Welcome to Canada!” (bo oczywiście mój tato musiał się chwalić, że my “new” jesteśmy – ale to głupie po czasie!). Podobało mi się to, że wszystko wydaje się być w zasięgu ręki – niby niedrogie rzeczy w sklepach, Polskie sklepy pod ręką i tanie ciuchy. Tak przerwę i po czasie dodam, że te niedrogie rzeczy w sklepach są okropnej jakości, tak samo jest z ubraniami. Wybór też wydawał mi się być ogromny, a to dlatego, że widziałam po prostu marki których nie znam. Od 2009 roku to się lekko zmieniło, ale po dłuższym czasie zauważacie, że wybór wcale nie jest większy. Nie ma konkurencji, a jedyny ser jaki możecie kupić do cheddar bądź mozarella. Do tego biały chleb i szynka black forest. Kanadole po prostu tak się odżywiają. I tak, wiem, że są markety gdzie można kupić tysiące różnych serów bądź szynek, ale ja porównuję to co jest ogólnodostępne w każdym większym markecie (Food Basics, Metro, Freshco etc). Kanada jest chyba trzecim największym producentem żywności GMO, także weźcie też sobie pod uwagę to jako powód dlaczego wszystko jest takie tanie. A rzeczy dobrej jakości wcale już nie wydają się takie tanie i szeroko dostępne.

Pamiętam też, że zdziwiło mnie to jak zacofana z telefonami komórkowymi i internetem w tamtych czasach była Kanada (i w sumie nadal jest). Wyobrażacie sobie to, że trzeba było wtedy płacić za połączenia przychodzące? To znaczy, że gdy ktoś do was dzwonił to odbierając telefon płaciliście i wy! Nie potrafiłam tego zrozumieć. Tak samo limity i prędkość internetu była zabawna. To co oferowała mi Kanada w 2009 roku w Polsce miałam dwa lata wcześniej. Serio, download było może z 10GB po czym za każdy ekstra GB trzeba było płacić ceny z kosmosu. Prędkość też nie powalała na kolana. Nie wiem dlaczego ludzie w Polsce myślą, że Ameryka jest taka “do przodu”, gdzie w rzeczywistości do dnia dzisiejszego Europa jest jednak bardziej rozwinięta jeżeli chodzi o niektóre rzeczy, a tym bardziej o sposób myślenia.

DSC02525

Nad chmurami

A co było później?

Dwa tygodnie po przylocie było High School, później pierwsza praca, college, rzucenie college, drugi college, nowa praca, rzucenie pracy, nowy college… Długa historia, na osobny wpis. :)

Related Posts
  • Inna_odInnych

    Wiesz, że tyle razy zastanawiałam się, jak to się stało, że jesteś w Kanadzie, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zapytać? :) No, ale teraz już wiem :) A jak z Twoją rodziną, nadal mieszka w Kanadzie czy może ktoś wrócił do Polski?
    Nie wyobrażam sobie 8-godzinnego lotu :D Może dlatego że tylko raz leciałam samolotem (właściwie dwa razy – raz na Cypr, drugi raz z powrotem) i to trwało tylko 3 godziny :)

    Życzę Ci wszystkiego najlepszego w nowym roku :)

    http://innaodinnych.wordpress.com

    • o kurcze, a myslalam, ze kiedys pisalam o tym na forum LF :))
      Wszyscy nadal są w Kanadzie.
      Dla mnie 8 godzinny lot jest lepszy niz 8 godzinna jazda autobusem :D

      Tez zycze dobrego w nowym roku! Pozdrawiam :D

      • Inna_odInnych

        Nawet jeśli pisałaś, to kiedy to było… a ja mam taką sklerozę, że nie pamiętam, o czym pisałyśmy :)

        Jadąc autobusem przynajmniej są przystanki, na których można rozprostować nogi :D

        • Haha co racja to racja! :D
          Ja nadal zostaje przy samolotach ;p

  • jesteś szczęściarą, bo wyprowadziłaś się z rodziną. poza znajomymi nie masz najbliższych, którzy tęsknią za Tobą w Polsce. mi by to bardzo przeszkadzało, dlatego nie mogłabym wyjechać na stałe za granicę wiedząc, że nie mam jak odwiedzić rodziny. powodzenia! :)

    • Po 7 latach na emigracji mam juz nawet coraz mniej znajomych w Polsce… :) I wlasnie dlatego z biegiem lat coraz rzadziej odwiedza sie rodzinne strony – nie ma do kogo jechac, a poza tym jest chec zobaczenia innych czesci swiata, a nie miejsca w ktorym mieszkalo sie 18 lat. :)

      Tak jak pisala to Monika z 6757km – Kanada to kraj dla dlugodystansowcow. W Europie jest wiele stolic gdzie w max 2h przelecisz samolotem z powrotem do Polski, a do tego loty to groszowe sprawy. Do Kanady trzeba sie juz bardziej zaangazowac. :]

      Pozdrawiam!

      • oczywiście! :) dlatego właśnie nie mogłabym wyobrazić sobie mieszkania tak daleko za granicą, przyjeżdżania do domu raz na 2 czy 3 lata…

  • Gustavo Woltmann

    Chyba w wieku już 18 lat nie wyprowadziłabym się z rodziną. W tym wieku ma się już “swoje” życie i nie jest się tak uwiązanym do bycia z rodzicami. Ale jak widać, była to dla ciebie dobra decyzja.

    • Hej Gustavo,
      Szczerze mówiąc ja jeszcze wtedy jako tako swojego życia nie mialam- po prostu mieszkałam z rodzicami, a raczej mamą no i ledwo co zaczęłam 3 klasę technikum.
      Nie wspomniałam tego we wpisie ale ten wyjazd do Kanady wcale nie miał być dla mnie początkiem emigracji. Chciałam polecieć z ciekawości, zobaczyć nowy kraj, zwiedzić coś, poznać cos nowego. Na szkole mi nie zależało bo i tak kierunek w technikum mi nie pasował. No i poza tym nie widzialam taty od ponad 2 lat. Po przygodzie w Kanadzie planowałem powrót do Polski. Ale tak wyszło że zostałam.

      Pozdrawiam, Ania

  • Hey Madeleine,
    Ciesze sie ze do mnie trafilas i zainteresowaly cie wpisy :) U mnie tez nie ja podejmowalam decyzje, ale wyjazd nie byl dla mnie wielkim szokiem, bo mialam 4 lata na przygotowanie sie psychicznie :).
    Mnie to wlasnie jednocześnie trochę smuci i zadziwia, że Polacy mają takie “WOW” spostrzeżenia na temat Ameryki ogólnie – trawa bardziej zielona gdzie nas nie ma. Ludzie często myślą, że pojadą do NY gdzie pieniądze rosną na drzewach, a wszystko w sklepach kosztuje grosze… Zgadzam sie totalnie z kwestią nauczenia się kilku rzeczy od Europejczyków – może dlatego właśnie tak podoba mi się w Quebec, które jakby na to nie patrzeć jest bardziej europejskie niż Ontario. Zgadzam sie rownież z tym, że Kanada jest pięknym i bezpiecznym do życia krajem – bezpiecznym pod wieloma względami – od godnych warunków do zycia do poczucia bezpieczeństwa mimo takiego ogromnego “multi-kulti” :)

    Ja mam z Kanadą love&hate relationship. Nie wiem czy będzie moim domem, jeżeli tak to raczej nie Toronto. Ontario mi pasuje, ale Toronto coraz mniej trafia w moje gusta :) chyba się starzeję… ;)

    Pozdrawiam!

  • Pingback: Mój pierwszy dzień w Kanadzie - Panda Overseas()

Search stories by typing keyword and hit enter to begin searching.